• Wpisów:54
  • Średnio co: 32 dni
  • Ostatni wpis:49 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 353 / 1787 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Anoreksja.
Anoreksja to brzydkie słowo, za duże jak na to wszystko, nie czuję się godna. One są chude. Ja nie jestem.
Nigdy nie byłam.
Ona wróciła, powitałam ją jak starą przyjaciółkę.
Systematyzuje mi dzień. Jest ze mną.
Jest jak pasja.
Uczucie kontroli w chaosie.
Dlaczego?
Chcę być. Wszelako. Chcę, żeby ktoś zabrał ode mnie choć cząstkę z tego. Widział.
Ana to satysfakcja.
Uczucie głodu to satysfakcja i doping.
Każdy centymetr mniej jest jak piątka na dyplomie. Tylko bardziej.

Jest jak wtedy.
 

 
Tak bardzo siebie nienawidzę, że chciałabym się wymazać gumką.
Chcialabym mieć miejsce na ciele, które mogłabym krzywdzic do woli i nikt nie widziałby blizn.
 

 
Akceptacja to tlen.
Po tylu odejściach.
Nastał taki moment gdy słowo jest lekiem na życie.
,,Tak"
,,Zostań"
,,Proszę"
,,Chcę"
tak bardzo pragnę to usłyszeć.
Tak bardzo...
On wciąż buduje przede mną schody.
I już nie wiem czy jestem jego.
Słucham i czekam.
To jest jak rozrywający ból.
Jak tęsknota za gruntem, gdy stąpasz po skutym lodem jeziorze w marcu.
...
Tak trudno przychodzi mi ufność.
Dlaczego zawsze odchodzi, gdy już uwiję swój kokon?
 

 
Jestem gdzieś pomiędzy tym co ludzie chcą usłyszeć.
 

 
Im bardziej staram się odsunąć od siebie Twój obraz, tym bliżej jesteś.

........

Kiedy mówisz do mnie ,,myszko", litery pieszczą moje ciało,
,,M" jak jedwab muska delikatnie,
,,Sz" otula mnie jak ciepła bawełna,
,,O" koi i uspakaja.


 

 
Nawet cnotliwe kobiety pod suknią są nagie.

 

 
Obroniłam dyplom.
To takie dziwne uczucie, kiedy człowiek wie, że powinien się cieszyć, ale nie odczuwa euforii.
ile jeszcze tytułów zbiorę, nim dowiem się, że nie o to chodzi w życiu?


Ktoś z bardzo Temu pojawił się znowu na moim progu. Naruszył dywan w moim salonie i zabrudził filiżankę od kawy.

Pojawił się i zniknął.
Znowu.
Lubię zakochiwać się w swoim wyobrażeniu idealnej żony jaką mogłabym zostać.
On daje mi pełną swobodę fantazji.
Fantazji...

Wstał, by zaburzyć powietrze zastałe w holu i zdeptać swą niepewnością pelargonie w ogrodzie.

Wyszedł, a ja zostałam z bałaganem w sercu.
teraz muszę ponownie, nauczyć się jak o nim zapomnieć.
wiem, że mi się uda, mam doświadczenie.

 

 
Gdzie rodzi się ból?
Czy to możliwe, żeby pochodził z tego samego miejsca co lśnienie?

Wiedziała, że było jej dane kochać tylko raz, a miłość ta była idealna.
,,Idealna" to słowo klucz.
Możliwe, że przez rozczarowanie miała się nauczyć pokory.
Jednakże, czy niebiosa wiedziały co robią, poświęcając tak Idealną, wielką miłość?
Takie uczucie już miało się nie zdarzyć. Jej czyste serce zostało zbrukane, nie pokocha ponownie dziewiczą naiwnością.
Czy naprawdę pisane było TEMU nigdy nie ... trwać (?)
Ona - upadły anioł.
Czy oni wiedzą, że anioły też płaczą?

Podobno człowiecza miłość ulatuje po trzech miesiącach.
kłamstwo .
Ona nigdy nie zapomni.


 

 
Cieszę się z każdej łzy, z każdej chwili skrępowania i z tego nieprzyjemnego uczucia w żołądku, kiedy w najmniej odpowiednim momencie przypominam sobie o faux pas które popełniłam. Raduję się z tych chwil, ponieważ oznaczają, że żyję. I pomimo iż myślę, że nie każdemu dane jest być kochanym, wciąż w zakamarkach mej uszy ukrywa się łzawa cząstka nadziei.
  • awatar Patience_avec_moi: Muszę przyznać, że ja mam dość tych wszystkich chwil, wspomnieć, które wywołują moje łzy. Masz rację lecz ja jeszcze tego nie potrafię pojąć, a raczej podporządkować się życiu. Pozdrawaim Serdecznie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bała się do niego podejść. Nie chciała, żeby pomyślał, że jest jedną z tych panien, które wysyłają mu pochlebne liściki i komentują fotografie. Chała być inna, miał Ją poznać, jako tą, o którą musi walczyć. Co rano budziła się z lenkiem przed śmiesznością. Ten związek, (który nie był związkiem) z samej definicji był dziwny, nie chciała go utrudniać.
Wspólne mycie zębów, było tak pospolite, intymne i seksowne, że kręciło Jej się w głowie.
I wtedy On położył się obok niej i spali, jakby razem, ale jednak osobno. Bez erotyzmu, przynajmniej z Jego strony. Patrzyła na spokojną twarz, tuż obok swojej. Przecież to musiało coś znaczyć? To było prawie jak fantazja, tylko przesycona realizmem. Lustrowała każdy, drobny element Jego dziecięco- męskiej buzi, oświetlonej jedynie blaskiem księżyca i uśmiechem. Napawała się cudowną aurą otulającą Jego osobę. Wtedy właśnie zrozumiała, że On jest PIERWSZYM i JEDYNYM człowiekiem, na którym Jej zależy. Jego usta były tak blisko, że chciała je musnąć swoimi wargami, ale bała się, że ktoś ich zobaczy, ukradnie Ten Moment i gest zauroczenia nie będzie tylko Jej.
Zadrżała z zimna i pomyślała, jak cudownie, by było otulić się w Jego cieple. Marzła i marzyła, że On Ją przytula- obejmuje swym szerokim ramieniem.
To był dzień, kiedy, wszystko miało się wyjaśnić. On miał zrobić krok, wysłać Jej sygnał. Pocałować… Czas się kończył i kiedy wybiła północ i On leżał obok, a Ona z ekscytacji nie mogła zasnąć, podjęła decyzję, że Jest to Ich ostatnia wspólna noc. Widocznie, źle odczytała wcześniejsze sygnały. Poczuła się żałosna. On był taki niewinny, wiedziała że nie może Go skrzywdzić i bała się, co będzie dalej, czy Jej- zauroczonej, uda się zachować twarz? Łatwiej to zgnieść w zarodku, niż pozwolić ewoluować i cierpieć rozczarowanie i niedosyt.
Rano, kiedy On zszedł na śniadanie, okazało się, że Ona nie potrafi przestać liczyć jego rzęs.
ex 25 VI 2013

Ego numquam propius ad verum.
 

 
Wczoraj odeszłam z miejsca,
które przez wiele miesięcy było moim drugim domem.
Dziwnie mi z tym, z jednej strony
czuję ulgę
z drugiej niepokój i tęsknotę.

Pamiętam te wszystkie dobre chwile, te wspaniałe momenty, śmiech i uczucie, że jestem wśród swoich,
najwspanialsze jest to uczucie wzajemnego szacunku i przynależności.

...... tęsknię

Szkoda, że w pewnym momencie...
odeszło
to Wszystko...

Nauczyłam się tam tego co mogłam,
i czas najwyższy opuścić to miejsce.

To chyba dobry wybór,
za późno,
nie mam już powrotu.

 

 
Czasem myślę, że ja naprawdę chciałabym być szczęśliwa. Ale są momenty, kiedy brak mi już sił, by podnieść się i krzyknąć w euforii:
,,Szczęście!"
Radość, to nie tylko stan ducha,
ja pomimo szczerych chęci zwyczajnie nie mam na to czasu.

Nie czuję się smutna,
to taki stan bez emocji.
Próżnia.

 

 
to jest tak, że przestałam liczyć na ludzi.
nauczyłam się nie oczekiwać.
sama robię wszystko co jest do zrobienia.
bardzo możliwe, że jestem już skrajnie zmęczona...
i, że brak mi życia osobistego...
i czasu.

ale sama tak wybrałam,
i muszę być konsekwentna.

na skraju wydajności,
wszystko dopięte.





  • awatar Kimberley: Niestety, trzeba być samowystarczalny by kiedyś się przykro nie rozczarować.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czuję się jak jakaś pieprzona Bridget Jones.
Tylko bardziej nudna.
bo ona przynajmniej nałogi, ja mam kurna książki i nie lubię smaku alkoholu. Na imprezach jestem kierowcą... Zakładając, że wychodzę na imprezy.

Ja: Kobieta w kwiecie wieku rozrodczego, przewlekle bez faceta. Po dwóch tragicznych ,,związkach", z czego jeden był katastrofą, drugi właściwie nawet nie był związkiem.

Stoję w miejscu, a czas leci, jeszcze chwila i przestanę być dwudziestolatką z fajnymi nogami i co wtedy?

Od jutra ,,biorę się za siebie", niech żałują co stracili.
Daję sobie rok na zmiany.

 

 
Odrzucać ze strachu przed odrzuceniem ...
 

 
I nastąpił ten moment.
Straciłam nadzieję.
Czekałam na to.
Liczyłam, że stanie się nowym początkiem.
Ze znajdę sposób na życie.
Ale jedyne co czuję to pustkę...
Żal
Bo wiem, że jest dla mnie jakiś plan.
Dla każdego jest.
Ale są drogi ozdobione jedynie kamieniami.

Czuję się samotna.
Po tylu latach nie potrafię już wymyślać nowych celów, mających zagłuszyć wszytko inne, dać siłę do natepnego.
Mam dosyć bycia powierniczka, docierania cudzych łez, odwzajemniania uśmiechu, mam dosyć bycia druhną na weselu przyjaciółki.
Najgorsze jest uczucie, że nie ma na świecie nikogo, komu bym pasowala.
Zawsze wszyscy odchodzą. Poddają się moment po ,,witam".
To przykre, bo widzę jak zmiania się temperatura spojrzenia.
Najgorsze to wzbudzać obojętność.
Czasem mam wrażenie, że wiele w życiu mnie ominęło. Mogę jeszcze poczekać, ale bardzo się boję, że przegapię ten istotny moment i moje ciche trwanie, zamieni się w przewlekłą egzystencję.

 

 
Chyba, Ktoś tam na Górze się o mnie troszczy.
Bo zawsze po wielkich kryzysach, odkrywam światło. Spotykam kogoś, kto wyciąga do mnie rękę, nawet jeżeli wiem, że to ,,tylko na chwilę", ( muszę to sobie powtarzać, bo inaczej, nastanie kolejny wielki kryzys.
Wiem, że wszystkie moje relacje są na chwilę. Ale nauczyłam się z nich cieszyć, nie planować, nie marzyć, nie przywiązywać się. )
Chyba Ktoś się mną opiekuje, bo zawsze pomaga mi odnaleźć uśmiech i naświetla wnioski.
.
Dziś jest zimno, muszę przygotować ciepły koc dla mojego Anioła Stróża, by nie zmarzł w nocy, czuwając obok.

 

 
Jeśli każdego człowieka definiowałoby tylko jedno słowo, jaki wyraz określałby Ciebie?


 

 
Życie jest przewrotne i nieprzewidywalne.
Niekiedy zapominasz,
odwracasz się na pięcie i ...
nieprawdopodobne.
Historia waca.

 

 
Czasem, wydaje mi się, że z czymś się uporalam, nauczyłam się żyć obok swoim życiem.
A potem, przez godzine, nie potrafię opanować płaczu.
Ostatnio w ogóle stałam się bardziej płaczliwa, czasem po prostu oczy same nabierają mi łzami, może to przez przewlekle zmęczenie.
Już nawet nie próbuje tego ukrywać...

 

 
Brakuje mi czegoś.
Czuję się pusta. Jak termos; słoik zanurzony w próżni.
Chciałabym coś poczuć, coś odkryć.
Ekscytować się.
Czasem mam wrażenie, że nic mnie już nie zaskoczy.
A ja tak bardzo pragnę niespodzianki.
...
Kilka lat temu zakochałam się pierwszy raz i odkryłam motyle.Pamiętam jak całowałam się w parku i czułam dreszcze.
Rok temu w tym czasie robiłam prawo jazdy i był to najlepszy czas w moim dorosłym życiu, czułam się jak dziecko, które uczy się chodzić. Dziecko które dorasta i odkrywa świat.
Od dawna nie poznałam niczego nowego, uczę się tylko czystej wiedzy, wypranej z emocji i przefiltrowanej skalpelem redaktora, z podręcznika.


Czy to jest ta dorosłość, którą tak bardzo mi odradzali?

 

 
Ładny wygląd daje kobiecie poczucia pewności siebie i szczęścia, to udowodnione naukowo, że chcemy być atrakcyjni.
Następuje taki moment, kiedy chcesz poczuć się piękniejsza, bardziej wyjątkowa, lepsza, bardziej pożądana niż wczoraj.
Stajesz więc przed lustrem; jesteś perfekcyjnie pomalowana, masz idealną fryzurę i dobrane ubranie.
Malujesz usta i paznokcie na czerwono, nakładasz koronkową bieliznę na swoje wyćwiczone pośladki.
Wsuwasz smukłe stopy w 12. centymetrowe szpilki.
Gładzisz dokładnie wydepilowane brwi, bo ...
Wyglądasz jak co dzień. Twój poziom idealności właśnie osiągnął górną granicę.

Osiągnęłaś stan kiedy, nic nie da się naprawić, a czujesz się niezadowolona i pusta.
Bo czegoś brakuje.

 

 
Mam ochotę rozpłynąć się, zniknąć z tego świata.
Czekałam, aż coś mnie złamie i zupełnie stracę wiarę w marzenia.
Nie wiem czy to jest ten moment.
Ale bardzo bym chciała, żeby nadzieja przestała istnieć, bo mam już jej dosyć...
Ciągle tli się wiara, że ktoś mnie zaakceptuje, że weźmie mnie taką jaką jestem, nie wiem w czym tkwi mój problem. Chyba ja jestem jednym wielkim problemem.
Zawsze tracę tych których kocham.
Ja kochałam już wiele osób, mnie jeszcze nigdy nikt.
Staję się coraz bardziej zgorzkniała i podła.
Czy można zdewocieć mając ...dzieścia lat?
Mam ochotę zranić się głębiej niż jestem zraniona, bo tylko w ten sposób mogę ciągnąć to dalej.
Mam blizny, które są świadectwem tego jak długo to trwa. Mam dosyć się starać, walczyć.
Moje życie to egzystencja, bioloiczno-fizjologiczny byt. Jeżeli na tym polega życie to go nie chcę.

 

 
Napiszcie mi coś, bo nie chcę czuć, że jestem sama.
Proszę.
Chcę aby ktoś spróbował zrozumieć.

Środy są przytłaczające...
Mam już dosyć mówienia sobie, że wszystko jest idealne.
Jestem zmęczona udawaniem, że jest okej i przekonywania całego świata, że tak właśnie się czuję.

Jestem beznadziejna.
Bo chyba właśnie taka muszę być, skoro on wybrał inną, wolał ją, a mnie tylko wykorzystał.
Wtedy...
Skąd miałam wiedzieć, że jestem tylko zabawką, czy naprawdę nie nadaję się, by być kimś więcej?
Dziś...
nie popełniłabym już tego błędu, przestałam ufać mężczyznom.

Źle, mi bo byłam w stanie zrozumieć, że nie jest gotowy na związek, dlatego tak wyszło. Ale nagle znalazł sobie Dziewczynę...
Mnie nie nazywał nawet kochanką...
Jedyne co o sobie usłyszałam to ,,ja ją tylko bzykam".
I nie boli mnie, że nie jest ze mną, bo ja nie chcę z nim być.
Boli mnie, że mnie nie chciał, że wolał inną.
Że byłam niewystarczająca.
Że nawet nie byłam opcją, od razu odrzucił mnie jako człowieka.
Jak dla wszystkich.

Nie lubię, smutnych wpisów.
Ale czuję się tak cholernie skrzywdzona.
Tak rozbita.
Tak nic nie warta...

 

 
To piękne, że każdy z nas jest inny.
Jeśli wszyscy bylibyśmy idealni, świat byłby nudny.
Polubmy swoją nieidealność, za to że czyni nas oryginalnymi...

 

 
Gdyby cuda zdarzały się na zawołanie.
Spadały z nieba, jak liście osypują się z gałęzi jesienią.
Wyczarowałabym sobie mężczyznę idealnego.
Miałby oczy, dołeczki i uśmiech Dawida,
Dobroć i głos Michała,
Spokój Tomka,
Poczucie humoru Łukasza,
Szczerość i uwielbienie Mariusza,
Byłby kolegą jak Maciek,
Tańczył, jak Grzesiek,
Mówił jak Daniel,
A kochałby się jak Damian.
Gdyby życzenia spełniały się po świecie chodziłyby same ideały.

 

 
Kocham ludzi <3
Do tej pory chyba tylko mnie fascynowali, niedawno odkryłam, że naprawdę lubię ludzi.
Za ich humory i opinie.
Kiedyś, dawno temu bałam się obcych.
Dziś wiem, że z każdy jest jak kumpel, tylko trzeba odpowiednio zacząć.
Zatarły mi się granice.
Kocham ludzi, za to, że czuję się akceptowana i przynależna.
Smutno mi się robi, kiedy pomyślę, że muszę wrócić na uczelnię i będę pracować dużo rzadziej.
Znalazłam miejsce gdzie się śmieje.
To poczucie, że jestem częścią czegoś.
Znalazłam przyjaciół, prawdziwych, bezinteresownych.
Przez te kilka miesięcy zżyłam się z tymi ludźmi, stałam się częścią grupy, lubianą częścią. Jestem koleżanką o którą się troszczy, z którą się śmieje i obgaduje innych.
Tak długo szukałam przyjaciół, co ciekawe znalazłam ich wśród ludzi, których nigdy nie brałam pod uwagę, w śród osób tak innych jak ja.
Dzisiaj M. przebiegł przez ruchliwą ulicę ryzykując życiem, zdrowiem i mandatem, tylko aby mi powiedzieć: ,,Cześć, kiedy wracasz? Wpadnij bo się bez Ciebie zanudzę". Pierwszy raz widziałam u niego taki gest, to miłe, że skierował go właśnie do mnie.

Zycie niezmiennie mnie zaskakuje.

 

 
M. poprosiła mnie, żebym była świadkową na jej ślubie. Chyba naprawdę jestem przyjaciółką.
<3
Tak bardzo cieszę się z jej szczęścia.

 

 
Ktoś dziś powiedział, że gdy inni jeździli na wakacje on tynkował ściany. Teraz gdy już osiągnął sukces może, opalać się na plaży, gdy inny siedzą w pracy.
Chyba muszę przeanalizować swoje priorytety. Może warto teraz coś poświęcić, aby w przyszłości zbierać słodki nektar? Żeby coś mieć trzeba najpierw zainwestować, w tym przypadku czas i ciężką pracę.

 

 

A jak kurna, to jeszcze Wam pokażę!
Od jutra
Będę chodzić środkiem ulicy.
Krzyczeć gdy mam na to ochotę.
Flirtować, by rzucić.
Śmiać się prosto w twarz.
łamać zasady, zdradzać konwenanse.

Anno Domini
by podbić ten Świat.